Najstarsza modlitwa – Jan Konior SJ

Cisza – to najstarsza modlitwa świata. Modlili się nią Mojżesz, Abraham, Jan Chrzciciel, Jezus i inni. Dzisiaj cisza jest luksusem, ponieważ zgiełk i gwar opanowały świat, który stał się targowiskiem hałasu.

Cisza – zwierciadło duszy

Cisza zewnętrzna prowadzi do wewnętrznego uwrażliwienia na to, co stanowi istotę wszystkiego: obecność Boga w duszy. Cisza jest zwierciadłem duszy. Zamieszkuje w sercu człowieka i pozwala smakować w Bogu, który nawiedza duszę. Pozwala uważnie nadsłuchiwać natchnień Ducha Świętego i przyjmować Słowo, aby – jak pisze Benedykt XVI – stało się Ono w nas formą życia (Verbum Domini, 27).
W ciszy potrzebna jest stymulacja. Jednym z jej źródeł jest aktywność wewnętrzna, związana z naszymi myślami, wyobraźnią i odczuciami. Cisza prowokuje i rozbudza aktywność wewnętrzną, którą należy ukierunkować na modlitwę jako źródło relacji z Bogiem. Wymaga to treningu, uczenia się umiejętności wchodzenia w świat wewnętrzny, dużego wysiłku. W modlitwie wewnętrznej trzeba wejść w swoje serce, otworzyć Ewangelię i “patrzeć” w oczy Jezusa, aż do całkowitego oddania się Jego Sercu. Najważniejsze, aby niczego Mu nie odmówić – jak powtarzała św. Teresa od Dzieciątka Jezus.  Modlitwa nie jest tylko po to, by odkrywać wolę Bożą, ale przede wszystkim po to, by całkowicie oddać się Jezusowi. Nie chodzi o poszukiwanie nowych światełek w tunelu, bo wtedy wykazujemy postawę egoistyczną – koncentrujemy się na swoim ego.

Nasza kultura nie sprzyja, niestety, rozwojowi życia wewnętrznego ani twórczości ducha. Bardziej promuje stymulację zewnętrzną – świat hałasu i elektronicznych przedmiotów zagłuszających umysł i serce. Gadżety, radio, telewizory, iPody, mp3, mp4 – kokon wrzawy i zamętu, dominacja rozrywki i przyjemności. Już Blaise Pascal zauważył, że Król bez rozrywki jest człowiekiem bardzo nieszczęśliwym (…) czuje wówczas swoją nicość, opuszczenie, niewystarczalność, zależność, niemoc, swoją próżnię.

Jezus chce wyciszyć serce człowieka
Cisza jest motorem do modlitwy, ponieważ spotkanie z Bogiem, który przemawia w szmerze łagodnego powiewu (por. 1 Krl 19, 12), może dokonać się tylko w ciszy. Jezus chce wyciszyć serce człowieka, wzburzone lękiem i bólem, tak jak rozkazał wodzie i wichrowi, by nastała głęboka cisza (Mk 4, 39). Służebnica Boża Catherine de Hueck Doherty, zastanawiając się nad odkrywaniem miłości Bożej w “pustyniach milczenia” w hałaśliwym mieście, notuje: Prawdziwa cisza jest językiem miłości, ponieważ tylko miłość zna piękno ciszy, jej pełnię i całkowitą radość. Prawdziwa cisza jest kluczem do bezgranicznego i płomiennego serca Boga.
Bóg nawiedza nas wtedy, kiedy On zechce. Ważne, abyśmy umieli rozpoznać czas łaski nawiedzenia. Może to być podczas modlitwy, choć częściej zdarza się w spotkaniu z drugim człowiekiem, podczas pracy, spaceru, ćwiczeń sportowych, czytania duchowego itd. Pozwólmy Bogu przejąć inicjatywę, ponieważ tylko jedna rzecz jest rzeczywista –  pisze francuski kard. Congar –  jedna jest rzecz prawdziwa: powierzyć się Bogu! W przeciwnym wypadku człowiek sam prowadzi swoje życie duchowe i w stożku hierarchii wartości on jest na pierwszym miejscu, a nie Bóg. Trafnie wyraził to św. Augustyn: Jeśli Bóg będzie na pierwszym miejscu, wszystko inne będzie na swoim miejscu. Modlitwa w ciszy jest konieczna, żeby Boga dopuścić do głosu, zawierzyć Mu się bezgranicznie, oddać się w Jego ręce tak, aby to On mógł nas prowadzić, On był stroną aktywną.

A gdzie jest serce, tam jest i skarb  

Modlitwa ustna nieraz jest ucieczką przed takim oddaniem się Bogu w ciszy swojego serca! Dlatego Jezus przypomina nam: Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem jest daleko ode Mnie (Mk 7, 6). A gdzie jest serce, tam jest i skarb twój. Wielu ludzi nie jest świadomych, że tu tkwi pułapka. Z drugiej strony zamilknięcie jest niebezpieczne dla ludzkiego ego, gdyż Bóg może zrobić z nami, co chce. A On jest nieobliczalny! Któż bowiem poznał myśl Pana, albo kto był Jego doradcą? Może dlatego modlitwa w ciszy jest tak mało popularna?
Nie jest prawdą, że wszystko jest modlitwą. Jezus – jak pamiętamy –  modlił się na dwa sposoby: uczestniczył w modlitwie liturgicznej i kulcie (chodził do synagogi), ale też codziennie usuwał się na miejsce odosobnione lub na pustynię, aby rozmawiać z Ojcem. Podobnie i my potrzebujemy przebywania sam na sam z Bogiem. Jezus swoje nauczanie publiczne rozpoczął pustynią, postem i modlitwą, aby Jego misja wydała “stokrotny owoc”.
Aby nasze słowo miało swoją moc, powinno wypływać ze źródła Życia, Tego, który jest Życiem. Jeżeli do parafii ks. Jana Vianneya prości chłopi przychodzili po pracy na adorację, to dlatego, że on sam najpierw dał przykład swoją postawą. On patrzy na mnie, a ja na Niego – odpowiedział jeden z wieśniaków, pytany przez świątobliwego proboszcza, o czymże tak codziennie rozmawia z Panem Jezusem, nawiedzając Go w drodze do pracy i z pracy. Jakże prosta i zarazem najważniejsza odpowiedź. Spotkanie z uważnie słuchającym i uzdrawiającym Jezusem, kiedy serce człowieka słucha i mówi do Serca Jezusa. Potrzebna jest iskra Boża, aby zapalić ogień miłości, ponieważ w nasze serca wpisana jest miłość, która ma spotęgować pragnienie dotknięcia Niewidzialnego, w intymnej Bożej bliskości, jako głębi rzeczywistości.
W zjednoczeniu z sacrum

Homo sapiens ma też najwznioślejszą misję duchową: objawienie sacrum i piękna, bo człowiek jest ikoną piękna, oblicza Niewidzialnego. Spotkanie z ciszą dokonuje się w zjednoczeniu z sacrum, czyli z przestrzenią, gdzie nie ma grzechu. Natomiast profanum oddziela od Boga. Cisza nieraz pomaga zagubionemu człowiekowi odnaleźć siebie w relacji do Stwórcy. W horyzontalnej historii człowiek słyszy wiele krzyczących głosów, gryzą się one i huczą, często w zniewalającej, narzucającej się reklamie. Dlatego potrzebny jest wymiar wertykalny ciszy: harmonia z Niewidzialnym, który staje się widzialnym w Osobie Jezusa. Potrzeba czujności serca, bo szatan zrobi wszystko, co w jego mocy, aby osłabić naszą czujność i odłożyć modlitwę na później.

Cisza jest środkiem nie tyle komunikacji, ile komunii. Regeneruje siły duchowe i psychiczne. Potrzebuje jej każdy z nas. Jan Paweł II w Christifideles laici zaznaczył, że nieważne do jakiego stanu należymy, wszyscy jesteśmy równi w Chrystusie i w pełni odpowiedzialni za misję Kościoła. Ludzie świeccy żyją pośród wszystkich razem i szczególnych spraw i obowiązków świata, w zwyczajnych warunkach życia rodzinnego i społecznego, z których niejako utkana jest ich egzystencja. Papież jasno mówi o życiu ludzi świeckich, żyjących w rodzinie, w społeczeństwie, w centrum świata – i ten niepokój świata spada na ich barki.
Warto pragnąć głębin, coraz bardziej formując swoje serce, naśladując Chrystusa. Potrzebujemy nie tyle obudzenia, ile przebudzenia, które jest wyjściem z naszego ego i wejściem w rzeczywistość Boga. Czy wypływamy na głębię? Duc in altum!

Jan Konior SJ

artykuł ukazał się w czasopiśmie Posłaniec

Odwaga modlitwy – Antoni Bloom – Wydawnictwo W drodze

Artykuł pochodzi z Przegladu Prawosławnego, autorem jest Ałła Matreńczyk

ksiazka do nabycia w : księgarnia katolicka e-religijne.pl

Odwaga modlitwy Antoni Bloom Wydawnictwo w Drodze

Odwaga modlitwy Antoni Bloom Wydawnictwo w Drodze

Lektura „Odwagi i modlitwy” wymaga koncentracji i skupienia, tak jak koncentracji i skupienia wymaga sa-ma modlitwa. Żeby ułatwić rozumienie rozważań i medytacji, władyka jak zawsze chętnie operuje przykładami z Ewangelii, żywotów świętych, literatury, poezji, życia.
„Szukając Boga, musimy pokochać bliźniego, a szukając bliźniego, musimy kochać Boga” – pisze. I dalej, już na przykładzie, objaśnia: „Rosyjski świątobliwy starzec w jednym ze swych listów opowiada, jak pewnego dnia zapytano go: – Jak to się dzieje, że twoi robotnicy pracują tak pilnie i wytrwale, podczas gdy ty ich wcale nie pilnujesz, a ci, którzy są pod naszym dozorem, stale próbują nas oszukać? Święty starzec odpowiedział: – Kiedy rano wybieram się, aby im wyznaczyć dzienną pracę, ogarnia mnie litość nad nimi. Opuścili swoje wioski i rodziny dla nędznego zarobku – jakże muszą więc być ubodzy! A kiedy po wyznaczeniu im dziennego zadania powracam do swojej celi, wówczas modlę się za każdego z nich. Mówię do Pana: – Boże, pamiętaj o Mikołaju, który jest taki młody. Pozostawił nowo narodzone dziecko, by szukać pracy, bo nie było innego sposobu zaradzenia ich ubóstwu. Pomyśl o nim i chroń go od złych myśli. Pomyśl o niej i bądź jej obrońcą. A modląc się tak, coraz bardziej odczuwam obecność Boga, aż wreszcie pochłania całą moją uwagę i już nie zważam na nic na świecie poza Nim. To co ziemskie znika, zostaje tylko Bóg. Zapominam o Mikołaju, jego żonie, dziecku, wiosce, o ich ubóstwie i pogrążam się cały w Bogu. I w Jego głębi odnajduję Boską miłość, która obejmuje Mikołaja, jego żonę, dziecko, ich ubóstwo i wszystkie ich potrzeby. Strumień tej miłości sprowadza mnie z powrotem na ziemię i skłania do modlitwy za nich. I znów wszystko się powtarza. Obecność Boża mocniej mnie obejmuje, a to co ziemskie oddala się. Znów porywa mnie głębia, w której na powrót odnajduję świat, tak bardzo przez Boga umiłowany”.
Autor z mocą podkreśla, że szukanie Boga jest zajęciem zuchwałym, jeśli nie towarzyszy mu głęboka pokora. I żeby Go spotkać, nie wystarczą same narządy wzroku i słuchu. Musimy mieć zapał i pragnienie – musimy chcieć usłyszeć i zobaczyć.
Metropolita analizuje spotkanie z Bogiem w niektórych szczególnych stanach i sytuacjach – w pokorze, prawdzie, rozpaczy, zgiełku, milczeniu, liturgii.
Bardzo często dziwimy się, że nasze modlitwy nie są wysłuchane – pisze władyka. – Sądzimy, że wystarczy ofiarować Bogu modlitwę, aby Go zobowiązać do wysłuchania nas. W rzeczywistości, jeśli uważnie zbadamy motywy skłaniające nas do modlitwy i przyjrzymy się naszym potrzebom, które przedstawiamy Bogu, zauważymy, że nie prosimy na ogół o rzeczy niezbędne nam do życia, ale zupełnie zbyteczne. Łatwość, z jaką porzucamy modlitwę w chwili, gdy nie jesteśmy wysłuchani, dowodzi, że nawet jeśli prosimy o coś, z czego nie powinniśmy rezygnować, to nie mamy ani cierpliwości, ani wytrwałości, by obstawać przy swojej prośbie. W ostateczności wolimy raczej obejść się bez tego, co dla nas konieczne, niż desperacko walczyć. Pewien Ojciec Kościoła powiedział, że modlitwa jest jak strzała – zdolna lecieć, wzbijać się jak najwyżej, przeszywać ostrzem przeszkody, ale tylko wtedy, gdy jest wypuszczona silną i pewną ręką z dobrze napiętego łuku. Trafia w sam środek tarczy, jeśli ramię łucznika jest mocne i dokładne. A czego najbardziej brak naszej modlitwie, to właśnie siły ducha i odczucia powagi własnej sytuacji.
Władyka zwraca uwagę, że spotkanie między Bogiem i nami w stale zakorzenionej modlitwie doprowadza zawsze do milczenia. Uczy rozróżniać dwa milczenia. Milczenie człowieka to głębsza od mowy komunia z Bogiem, ściślejsza od tej zapośredniczonej przez słowa. Milczenie Boga to milczenie nieobecności. Boże milczenie wobec naszej modlitwy może trwać krótko, a może stwarzać wrażenie, że będzie trwało zawsze. Poprzez nie Bóg może chcieć nas skłonić do skupienia wszystkich sił, wzmożenia wierności i doprowadzić w ten sposób do głębszej ze Sobą więzi, niż byłoby to możliwe, gdyby modlitwa przychodziła nam bez trudności. Władyka zwraca tu uwagę na jeszcze jeden aspekt.
– Czytając uważnie Ewangelię przekonujemy się, że jedyną modlitwą, na którą Bóg nie udzielił odpowiedzi, jest właśnie modlitwa Chrystusa w Getsemani – pisze. – Musimy o tym pamiętać, ponieważ zbyt często próbujemy tłumaczyć milczenie Boga w kategoriach ludzkiej niewystarczalności lub Bożej niemożności. Próbując bronić honoru Boga, mówimy: „Moja albo twoja wiara była widocznie nie dość wielka, by Bóg na nią odpowiedział cudem”. A kiedy mamy słabą wiarę, mówimy, że to właśnie Bóg nie mógł odpowiedzieć, bo widocznie nie był zdolny albo zainteresowany. Nie ma-my jednak żadnego wytłumaczenia braku odpowiedzi na modlitwę Chrystusa. Wiara Syna Bożego musiała być doskonała. I nie możemy wątpić w miłość Boga do swego Syna. A poza tym, czyż sam Chrystus nie powiedział, że Ojciec mógłby wysłać dwanaście hufców anielskich, by Go obronić? Jeżeli Chrystus został opuszczony, to dlatego że Bóg przewidział, iż coś lepszego stąd dla nas wyniknie za cenę poświęcenia Jego życia.
I w innym miejscu metropolita podsumowuje: Powinniśmy pojąć, że Bóg poprzez milczenie odwołuje się do uśpionych w nas mocy, albo – mierząc nas już własną miarą – ofiarowuje udział w zbawczym dziele Chrystusa.
Rzadko też np. dostrzegamy, że wyrazem miłosierdzia może być choroba czy osamotnienie, które Bóg nam zsyła, bo często jest to jedyny sposób, za pomocą którego może On położyć kres naszemu zewnętrznemu i wewnętrznemu zgiełkowi. Metropolita odwołuje się do naszych doświadczeń: „Jakże często krzyczymy: – Gdybym tylko zyskał krótki czas pokoju i wytchnienia, gdyby tylko ktoś zdołał mnie przekonać, że życie jest czymś wielkim, że wieczność naprawdę istnieje! A Bóg zsyła nam trudne chwile, aby nas poskromić przez chorobę lub inny wypadek losowy, lecz my zamiast zrozumieć, że oto dano nam szansę powrotu do siebie i skupienia, wycofania się z zamętu, że przyszedł czas naszego odrodzenia, zaczynamy rozpaczliwie walczyć o to, by jak najprędzej powrócić do poprzedniego stanu, odrzucając ukryty w zdarzeniu dar Boży, ponieważ nas instynktownie przeraża”.
I zaraz potem podkreśla: „Wizja życia jako daru Bożej opatrzności nie oznacza, że mamy prawo obarczać Boga odpowiedzialnością za wszystko zło, które się dzieje w świecie. Wedle starej nauki chrześcijańskiej, na losy świata wpływają trzy rodzaje woli: wola Boga, mądra i miłująca, zdolna działać z niepodległą mocą i niewyczerpaną cierpliwością, wola szatana i mocy ciemności, zawsze złych i bezlitosnych wobec duszy człowieka, oraz wola upadłego człowieka, niepewna, wahająca się między wezwaniem Bożym a uwodzeniem szatańskim, wyposażona w straszliwą moc wolności wyboru między Bogiem i Jego przeciwnikiem, życiem i śmiercią, dobrem i złem”.
– Czy należy modlić się słowami ułożonymi przez innych? Czy nasze własne słowa nie wyrażają adekwatniej tego co mamy na myśli i sercu?
– Nie, to nie wystarczy – odpowiada metropolita. – Modlitwa, do której powinniśmy zmierzać, nie jest prostą, liryczną ekspresją tego kim jesteśmy, co wiemy i czego pragniemy. W ten sam sposób, w jaki uczymy się od wielkich mistrzów muzyki i sztuki, na czym polega artystyczne piękno, uczymy się także od mistrzów życia duchowego, którzy osiągnęli to do czego my zmierzamy – stali się rzeczywistymi, drogocennymi członkami Ciała Chrystusowego. Od nich musimy się nauczyć, jak się mamy modlić, jak nabyć chrześcijańskie usposobienie umysłu, woli i serca.
Odnosi się też do innej kwestii. Łatwo się modlić w chwili zdumienia, uniesienia lub gwałtownego bólu. Trudniej modlić się w trakcie nudnych, męczących, szarych dni, kiedy nie dzieje się wokół ani w nas nic, co by nas pobudzało do modlitwy. Jak mamy wtedy postąpić?
– Powinniśmy się zmusić do modlitwy – odpowiada metropolita. – Stanąć w Bożej obecności mocą czystego aktu wiary, wiedząc że jest Bóg i Kim jest. Przystępujemy do Niego z uwielbieniem, w pełnej szacunku bojaźni, jaka należy się wszystkiemu co święte. Czynimy stanowczy wysiłek, by skupić uwagę na Bogu. Zmuszamy się do tego, ponieważ chcemy Go spotkać nie dla bezpośrednio odczuwalnej radości, lecz ze względu na radość bardziej długotrwałą, która będzie nam dana, kiedy zostaniemy przemienieni przez kontakt z Nim i zaczniemy żyć życiem Bożym.
Druga część książki jest zbiorem rozważań na temat wybranych fragmentów Ewangelii: historii Bartymeusza, przypowieści o faryzeuszu i celniku, historii Zacheusza, przypowieści o synu marnotrawnym, o sądzie, o talentach stanowiących podróż duchową wiodącą do krzyża i Zmartwychwstaniu. Podobnie jak pierwsza zaskakuje wielopłaszczyznową analizą tekstu, bogactwem przykładów.
„Szkoła modlitwy” to mądra i pasjonująca książka. Warto o tym przekonać się osobiście.

————————————————–
Metropolita Antoni Bloom Odwaga modlitwy , tłum. Elżbieta Wolicka, Wydawnictwo W drodze i Orthdruk, Białystok 2004

Modlitwa wstawiennicza – Siostra Maria od Ducha Świętego – Wydawnictwo Odnowy w Duchu Świętym w Łodzi

Modlitwa wstawiennicza – Siostra Maria od Ducha Świętego – Wydawnictwo Odnowy w Duchu Świętym w Łodzi

Modlitwa wstawiennicza - Siostra Maria od Ducha Świętego - Wydawnictwo Odnowy w Duchu Świętym w Łodzi

Modlitwa wstawiennicza – Siostra Maria od Ducha Świętego – Wydawnictwo Odnowy w Duchu Świętym w Łodzi

Praktyczny poradnik dla osób służących modlitwą wstawienniczą. Doświadczenia autorki mogą pomóc innym w radosnej i owocnej służbie charyzmatycznej we wspólnotach.

Ta książka religijna dostępna jest w : księgarnia religijna e-religijne.pl

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.