Nie użalajcie się nade mną

kaczkowski

Własnej śmierci nie da się schrzanić, że tak powiem.

Nie zdarzyło się, by ktoś nieskutecznie umarł. Ale da się, niestety, schrzanić to wszystko, co jest wokół śmierci.

Czyli muszę najbliższych przez moją śmierć przenieść, niestety na własnych plecach. Już ich do tego przygotowuję. Mam nadzieję, że to mi się uda. Mam do was tylko jedną prośbę: żebyście mnie nie żałowali, w tym sensie, byście się nade mną nie litowali. Proszę o modlitwę.

Dużo modlitwy czuję w kręgosłupie, wielu ludzi się za mnie modli. Ale naprawdę ciężkie jest takie pocieszanie: „na pewno ksiądz da radę”. Nie wiem, czy dam radę. Będę się starał. Umówiłem się z moją panią doktor, że przeżyję dane mi po postawieniu diagnozy czternaście miesięcy, może trochę dłużej, a ona na mnie zrobi habilitację jako na człowieku, który zaprzeczył medycynie – pisze w swojej najnowszej książce Grunt pod nogami ks. Jan Kaczkowski , który od 2012 roku zmaga się z glejakiem mózgu.

Jakie mam jeszcze marzenia? Dokończyć habilitację i skrypt dla lekarzy o przekazywaniu trudnych wiadomości pacjentom. Pojechać do jakiegoś ciepłego kraju, wygrzać się na plaży, wykąpać. Ale moim największym marzeniem jest to, żeby nie padło hospicjum w Pucku. To jest moje dzieło, poświęciłem mu dziesięć lat życia. Muszę zrobić wszystko, żeby je zabezpieczyć.

Nie użalajcie się nade mną, że taki młody i taki biedny. Nie jestem aż taki biedny, w jakimś sensie jestem szczęśliwy, że ta choroba przyszła, bo ona mnie wyzwoliła z lęku.

Miałem mnóstwo kompleksów, bałem się rzeczy głupich, irracjonalnych, byłem pyszny. Ona mnie z tego wyleczyła. Bałem się, że kuria mnie przeniesie z Pucka gdzie indziej. No i co z tego? Wszędzie są dusze nieśmiertelne.

A ostatecznie rak mnie przeniesie w zaświaty. Już się niczego nie boję. Biskupa i przełożonych wcale nie trzeba się bać, podobnie jak krytyki, jakichś ataków. Jestem wolny.

Dziękuję ci, mój raku, że wyzwoliłeś mnie z wielu strachów. Wy też się nie bójcie. Życie jest tak nieprzewidywalne! Za chwilę może się zdarzyć coś, co natychmiast rozwiąże wasze problemy. Trzeba się przygotować do śmierci. Byle godnie i byle sprawnie.

Błagam, módlcie się o to, żebym się gdzieś nie zhańbił i żebym żył przyzwoicie, czego i wam życzę.

Pomagajmy sobie na każdym kroku. Amen.


Ksiądz Jan Kaczkowski – W 2012 roku zachorował na raka mózgu. W jednej z książek napisał o sobie, że jego misją jest oswajanie ludzi ze śmiercią.

Jest miłośnikiem łaciny i mszy św. odprawianej w tym języku, w tzw. nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego.


Powyższy fragment pochodzi z książki „Grunt pod nogami” wydanej nakładem wydawnictwa WAM, która ukaże się w lutym 2016 roku

 

Reklamy

Otagowane:, , , ,

%d blogerów lubi to: