Jesteśmy zajęci

student-849825_640Jedną z najbardziej charakterystycznych cech naszego życia jest to, że jesteśmy zajęci. Przeżywamy swoje dni jako całkowicie wypełnione tym, co musimy zrobić, wizytami, które mamy odbyć, projektami, które trzeba skończyć, listami, które powinniśmy napisać, rozmowami telefonicznymi, które należy przeprowadzić, spotkaniami, na które trzeba pójść. Nasze życie często przypomina wypchaną walizkę, pękającą w szwach.

Prawie zawsze mamy poczucie, że nie nadążamy z realizacją naszego programu. Dręczy nas świadomość niedokończonych zadań, niespełnionych obietnic, niezrealizowanych propozycji. Zawsze jest jeszcze coś, o czym powinniśmy pamiętać, co należało zrobić lub powiedzieć. Zawsze są jakieś zaległości w kontaktach z ludźmi, z którymi nie porozmawialiśmy, do których nie napisaliśmy albo których nie odwiedziliśmy. Tak więc chociaż jesteśmy bardzo zapracowani, stale towarzyszy nam myśl, że nie wywiązujemy się ze wszystkich powinności.

Dziwne jest to, że bardzo trudno jest nie być zajętym. Bycie zajętym stało się symbolem naszego statusu. Oczekuje się do nas, żebyśmy byli zajęci i mieli dużo spraw do załatwienia. Przyjaciele niejednokrotnie mówią nam: „Domyślam się, że jesteś, jak zwykle, zajęty” – i uważają to za komplement. Potwierdzają tym generalne założenie, że dobrze jest być zajętym. Ci, którzy nie wiedzą, co będą robić w niedalekiej przyszłości, wprawiają swoich przyjaciół w zaniepokojenie. Bycie zajętym i bycie ważnym często wydaje się znaczyć to samo. Wiele rozmów telefonicznych się od uwagi: „Wiem, że jesteś zajęty, ale czy znajdziesz minutę?” – sugerującej, że minuta zabrana komuś, kto ma zapełniony kalendarz, jest warta więcej niż godzina zabrana komuś, kto ma niewiele do zrobienia.

W naszym nastawionym produkcyjnie społeczeństwie bycie zajętym, posiadanie pracy stało się jednym z głównych, jeśli nie głównym sposobem naszej identyfikacji. Jeśli nie mamy zatrudnienia, zagrożone jest nie tylko nasze bezpieczeństwo finansowe, ale także nasze tożsamość. Wyjaśnia to wielki lęk, z jakim wielu ludzi przyjmuje przejście na emeryturę. Kimże jesteśmy, skoro już nie pracujemy?

Jednakże bardziej zniewalające od naszych zajęć są troski, które absorbują nasze myśli.phone-785396_640 Bycie zaabsorbowanymi oznacza przedwczesne, wyprzedzające przebieg zaangażowanie myśli i czasu. To martwienie się w specyficznym znaczeniu tego słowa. To myśli pełne „jeżeli”. Mówimy sobie: „Co będzie, jeżeli zachoruję na grypę? Co będzie, jeżeli stracę pracę? Co, jeżeli moje dziecko nie wróci na czas do domu? Co się stanie, jeżeli jutro nie będziemy mieli dość jedzenia? Co, jeżeli zostanę zaatakowany? Co, jeżeli wybuchnie wojna? Co, jeżeli nastąpi koniec świata? Co będzie, jeżeli…?”.

Te wszystkie „jeżeli” zajmują nasz umysł niespokojnymi rozmyślaniami i sprawiają, że ciągle zastanawiamy się, co zrobić i co powiedzieć w wypadku, gdyby w przyszłości coś się stało. Wiele, jeśli nie większość, naszych cierpień związanych jest z tymi właśnie zmartwieni. Możliwe zmiany w karierze zawodowej, możliwe konflikty rodzinne, możliwe choroby, możliwe nieszczęście i możliwa zagłada nuklearna sprawiają, że jesteśmy niespokojni, bojaźliwi, podejrzliwi, zachłanni, nerwowi i ponurzy. Uniemożliwia nam to odczuwanie prawdziwej wolności wewnętrznej. Ponieważ stale przygotowujemy się na różne ewentualności, bardzo rzadko zdajemy się całkowicie na chwilę obecną. Nie ma żadnej przesady w stwierdzeniu, że w te pełne lęku troski inwestuje się dużo ludzkiej energii. Nasze życie osobiste, a także wspólnotowe, jest tak bardzo nacechowane obawą o jutro, że trudno jest przeżywać dzień dzisiejszy.

Współczesne społeczeństwo zachęca nas, byśmy byli nie tylko zajęci, ale również przejęci różnymi problemami. Gazety, radio i telewizja przedstawiają wiadomości w taki sposób, aby wytworzyć atmosferę permanentnego stanu wyjątkowego. Podekscytowane głosy reporterów, upodobanie do makabrycznych wydarzeń, okrutnych zbrodni i perwersyjnych zachowań oraz opowiadanie – godzina po godzinie – o nieszczęściach dotykających ludzi w kraju i zagranicą pogrążają nas powoli we wszechobecnym poczuciu nadciągającej katastrofy. Dodatkiem do tych złych wiadomości jest zalew reklam.

Natarczywe wmawianie nam, że stracimy coś bardzo ważnego, jeśli nie przeczytamy danej książki, nie zobaczymy filmu, nie posłuchamy czyjejś wypowiedzi lub nie kupimy jakiegoś nowego produktu, pogłębia nasz niepokój i do już istniejących zmartwień dodaje nowe, sztucznie wytworzone problemy. Czasami wydaje się, że ludzkość uzależniła się od podtrzymywania tych sztucznych problemów. Co by się stało, gdybyśmy przestali przejmować? Czy gdyby naszych zachowań nie motywowała i już chęć korzystania z tylu rozrywek, ciągłego podróżowania, kupowania wielu rzeczy i zbrojenia się, to społeczeństwo mogłoby nadal funkcjonować tak jak obecnie?

Tragedią jest, że jesteśmy prawdziwie w sieci fałszywych oczekiwań i wydumanych potrzeb. Zajęcia i zmartwienia wypełniają bez reszty nasze zewnętrzne i wewnętrzne życie. Nie pozwalają Duchowi Bożemu swobodnie w nas tchnąć i odnowić naszego życia.

Fragment pochodzi z książki "Uczynić wszystko nowe" Henri J.M.Nouwen, wydawnictwo Salwator
Reklamy

Otagowane:, , , , ,

%d blogerów lubi to: