ZACZNIJ OD… MODLITWY BEZ ŚCIEMY

alone-666078_640

Gdy stajemy wobec Pana Boga na modlitwie, pojawia się kilka ścieżek, którymi możemy pójść.

To, którą wybierzemy, zależy od naszego nastawienia. Warto więc na samym początku zastanowić się, czy chcemy szczerze wejść w modlitwę: tacy, jacy jesteśmy; czy możemy chcemy wejść powierzchownie, nie dotykając nawet swojego serca.

Co to znaczy wybrać ścieżkę powierzchowną? Idziemy nią, kiedy, nie zagłębiając się zbytnio w modlitwę, udajemy i bezrefleksyjnie mówimy Panu Bogu piękne słowa. Tak jak w przypadku chwalenia kogoś, kogo nie znamy. Powtarzamy formułki wypowiadane przez innych. Brzmią ładnie i pasują do sytuacji, ale nie pomagają nam spotkać się z Bogiem. Czasami mówimy to, co wypada lub czego inni oczekują.

Możemy mieć nawet wrażenia, że wchodzimy głęboko w modlitwę, ale w rzeczywistości przeżywamy ją powierzchownie. To jest jak ziarno zasiane na miejscu skalistym. Szybko wzrośnie w egzaltacji, ale gdy przyjdzie trudne doświadczenie suszy w życiu, równie szybko uschnie, bo nie ma głębokiego korzenia.

Jak zatem wygląda ścieżka głębokiej modlitwy? 

Jest taka jak u św. Piotra – spontaniczna i porywająca. Czuję, że chcę Panu Bogu dziękować. Coś się we mnie budzi i pociąga do Niego. Tak jak Piotr w przytaczanym fragmencie Ewangelii wskoczył do jeziora, tak jak kobieta, która przyszyła i tak po prostu rozbiła flakonik i cały olejek wylała Jezusowi na głowę. Z podobną przeżywać modlitwę.

Ale zdarza się tak, że chcemy szczerze wejść w modlitwę, ale zaczyna pojawiać się problem, bo nie ma w nas takiego zrywu jak u Piotra. Nie ma takiego zachwytu jak u kobiety, która zmarnowała olejek. Jesteśmy na modlitwie, ale nie czujemy radości ani zachwytu. Nie mamy pokoju w sercu.

Jeżeli jesteś w takiej sytuacji, to cały sekret tkwi w tym, żeby spróbować nazwać to, co czujesz. Może pojawić się taka myśl: „Nie mam za co dziękować. Pan Bóg w moim życiu niczego ciekawego nie zrobił”.

strength-1148029_640

Może pojawić się również żal lub smutek, że Pan Bóg wydaje się nieobecny w twoim życiu. W związku z tym, gdy masz podjąć modlitwę uwielbienia, czujesz, że musisz na siłę dziękować. Opierasz się więc i nie chcesz tego robić. Możesz doświadczać nawet złości i buntu. Widzisz, że Pan Bóg nie działa. Jakie jest wyjście z tej sytuacji?

Przede wszystkim – zastanów się i nazwij to,co czujesz. Jakie emocje i myśli się w tobie pojawiają?

Tak szczerze.

Oczywiście to bywa nieprzyjemne, ale jest ważne. Warto zaznaczyć, że te wszystkie uczucia nie są ani dobre ani złe (uczuć nie wartościujemy). To nie jest tak, że jak czujemy złość na modlitwie dziękczynienia czy wydaje się, że nie ma za co Panu Bogu dziękować – to jest źle.

Nic z tych rzeczy.

Jeśli zauważamy takiego uczucia, to bardzo dobrze. To znaczy, że wiemy, w jaką stronę iść dalej. Bo to wszystko, przyjemne czy trudne, zbliża nas do Pana Boga.

Wróćmy do naszego doświadczenia i co udało nam się dostrzec i nazwać, zachowajmy w pamięci, a nawet zapiszmy. To później pokaże każdemu z nas, jakiego Boga zna.

universe-1044107_640

W momencie, kiedy wchodzimy w spontaniczną i szczerą modlitwę, zaczynamy czuć, a te uczucia pokazują nam, jakiego Boga znamy. Zdarza się, że na drodze poznania intelektualnego spotykamy innego Boga niż tego, którego czujemy, tzn. tego, którego znamy głęboko w sercu, zwykle nieświadomie. Jeżeli ten Bóg znany naszemu sercu, to jest ten sam Bóg, Jezus, którego opisuje Pismo święte i o którym słyszymy na Mszy świętej i uczymy się jako chrześcijanie w Niego wierzyć, to nasza modlitwa wygląda właśnie tak jak u św. Piotra: chcemy dziękować, mamy w sobie wdzięczność, radość i pokój. Jeżeli to czujemy, to znaczy, że naprawdę. Tak jak jest napisane w trzeciej modlitwie Eucharystycznej: „widząc Cię, Boże, jaki jesteś, bez końca będziemy Ciebie wielbić”.

Jeżeli widzisz Boga faktycznie takim, jakim jest, nie ma innego wyjścia – wielbisz Go bez końca.

A to znaczy,  że spotkałeś Boga i znasz Go.

(na podstawie: „Uwielbienie? Tego da się nauczyć” o. W. Werhun SJ)

Reklamy

Otagowane:, , ,

%d blogerów lubi to: