Czy wiara bez modlitwy ma sens?

pier-407252_640

Jeżeli istnieje Bóg, nie można się nie modlić. Być może nie każdy uświadamia sobie jaskrawość tego stwierdzenia. Wśród konsekwencji takiego postawienia sprawy jest przecież i ta: to, w jakiego Boga wierzymy, głosimy naszym życiem, naszym zaangażowaniem w – jak to mawiali Ojcowie – dzieło modlitwy.

Modlimy się tak, jak wierzymy.

Dziwna jest wiara, którą się deklaruje wraz z konstatacją, iż na modlitwę „brakuje czasu”. Mierzymy się dziś z przekonaniem, że można być przeświadczonym o obecności Absolutu, lecz niekoniecznie trzeba wchodzić z Nim w relację.

Bóg może mieścić się w naszym światopoglądzie, Jego istnienie łatwo tłumaczy niektóre zjawiska, perspektywa życia po śmierci oswaja ludzkie lęki, tymczasem wejście z Nim w relację nierzadko znajduje się poza listą naszych priorytetów.

Z upodobaniem postrzegamy siebie samych jako uczniów w „ s z k o l e   ż y c i a”, borykających się z twardą rzeczywistością, zaprawionych w walce o byt materialny. Z zachowaniem szacunku dla ludzkiego trudu w tej sferze, zastanówmy się jednak, czy to jest najlepsze, czemu możemy się oddać.

Modlitwa jest najwyższą aktywnością umysłu – komunikuje nam Ewagriusz z Pontu. Nawet jeżeli nie od razu zgodzimy się z pontyjskim „filozofem pustyni”, wypada przyznać, iż w istocie każdy z nas umysłem został obdarzony. W rozumieniu Ewagriusza to właśnie dzięki niemu każdy z nas jest p o d a t n y n a p o z n a n i e B o g a ; to ślad naszego podobieństwa do Stwórcy.

Stąd właśnie pochodzi najwyższa godność dzieła modlitwy. Dla Ewagriusza i całych pokoleń mnichów modlić się znaczyło po prostu użyć danych człowiekowi możliwości, „narzędzi”, w najlepszy z możliwych sposobów, i to przy zachowaniu świadomości otaczającej ich rzeczywistości; asceci musieli zmagać się z trudami codziennego życia nawet w osamotnieniu, bo gdzież znajdowali ową samotność, jeśli nie na surowej pustyni?

Nie brak nam wszakże przykładów świętych, którzy drogę do kontemplacji odnajdywali pośród zabiegania, zaprzątnięcia sprawami świata. Wszystkich zaś łączyło jedno: trzeźwe przekonanie, iż modlitwa to jedyne, co nie przemija. Człowiek modlitwy już na ziemi wstępuje w nurt miłości, która nie będzie miała kresu.

Pozostaje nam zatem dokonać wyboru – czy chcemy prowadzić życie w jego przebogatej pełni, czy pragniemy właściwie i całkowicie wykorzystać nasz potencjał? Czy też zadowoli nas życie przeciętne, powierzchowne, po którym można się niejako „prześliznąć”? Przeciętność w takim kontekście nie ma     n i c  w s p ó l n e g o ze szlachetną prostotą; tej szukać możemy tylko w Bogu.

W co wierzy człowiek, który się nie modli?

Czy wierzy w Boga, do którego modlić się nie trzeba, nie ma sensu?

Bóg, którego dobroć, miłosierdzie, odnajdywana w Nim pełnia prawdy i piękna, całe Jego niepojęte wewnętrzne bogactwo nie sprawią, iż odda mu się całe swe serce, jest k a r y k a t u r ą; taka idea Boga natychmiast wietrzeje i rozpada się w oczach, niczym piasek, który nie będzie stanowił oparcia dla żadnej trwałej konstrukcji. Bóg objawiający się w Piśmie Świętym to między innymi Pan Zastępów, według ludzkich pojęć tamtej doby opisany jako „zazdrosny”; oto Ten, od którego w chwili spotkania człowiek odwraca swą twarz nie z rozczarowania, ale wskutek m i ł o s n e g o p r z e j ę c i a.

Reklamy

Otagowane:, , ,

%d blogerów lubi to: