Duchowa głębia milczenia

ice-1160261_640

W naszym doświadczeniu bardzo często utożsamiamy życie z ruchem. A to nie tak. Kiedy dziecko się kręci, wierci, mówimy, że jest bardzo żywe. Jednak, jak zobaczymy, czym innym jest przejawianie się życia – i to pewnego rodzaju życia – poprzez ruch, a czym innym życie
wewnętrzne.

Dlatego bardzo często milczenie wydaje się nam synonimem bezruchu. Często kojarzy się nam z brakiem pewnego dobra, z brakiem hałasu. Bardzo wielu ludziom milczenie wydaje się czymś negatywnym. Czasem bywa też synonimem śmierci. Rzeczywiście, istnieje milczenie martwego ciała, ale są również inne rodzaje milczenia.

Dla nas często milczenie jest synonimem braku życia. Oczywiście wtedy nie jest czymś pozytywnym. Takie podejście nie daje nam życia, bo nie możemy żyć na poziomie negacji. Dzisiaj jest to bardzo ważne. Nietrudno dostrzec, że cechą charakterystyczną współczesnego ducha jest prymat negacji – a to błąd. Kiedy więc nie ma ruchu, kiedy dzieje się coś negatywnego, zapominamy o tym, że nie możemy żyć na poziomie negacji. We współczesnym świecie prymat negacji można zobaczyć na poziomie poznania i na poziomie uczuć, afektywności.

Na poziomie poznania prymat negacji przejawia się w przekonaniu, że na pierwszym miejscu stoi krytyka. Ludzie inteligentni to tacy, którzy krytykują – a to jest całkowicie fałszywe. Tak jednak mówi duch współczesności. Trzeba bardzo uważać, bo jeśli postawisz krytykę na pierwszym miejscu, wszystko stanie się jałowe. Kiedy na pierwsze miejsce wysuwa się krytyka, ginie płodność. Na poziomie uczuć, na poziomie afektywnym na pierwszym miejscu ludzie stawiają nienawiść przed miłością, bo nienawiść jest czymś negatywnym, a miłość pozytywnym. Jest to niepoprawne, bo miłość jest pierwsza.

Milczenie zewnętrzne i wewnętrzne

blue-625112_640Istnieje pewne milczenie zewnętrzne, które w znacznej mierze zależy od nas samych. Jednakże mamy na nie wpływ tylko w pewien sposób, nie całkowicie. Dlatego potrzebujemy miejsc ciszy, milczenia. Miejsce sprzyjające ciszy pozwala nam trwać w milczeniu płynącym z naszej woli, narzuconym przez nią. Pierwszym przejawem zewnętrznego milczenia jest brak rozmów, a to jest negatywne. Ale mimo wszystko potrzebujemy takiego milczenia. Jak mówił pewien stary filozof: człowiek jest zwierzęciem politycznym, czyli takim, które lubi mówić. Brak mówienia zawsze jest dla nas pewną ascezą, a chęć do rozmów wcale nie znika po wstąpieniu do zakonu. Siostry zakonne mówią najwięcej i najchętniej. Ten pierwszy rodzaj milczenia jest niezbędny, ale nie wystarcza. Istnieje inne, znacznie głębsze milczenie – milczenie wewnętrzne, które dużo trudniej uzyskać, bo nie wystarczy powiedzieć sobie: „Milcz, zamilknij”. Milczenie wewnętrzne jest sprawą życiowej wagi. Milczenie zewnętrzne przygotowuje milczenie wewnętrzne i na nie wpływa. Z kolei milczenie wewnętrzne oddziałuje na milczenie zewnętrzne – zachowanie ciszy – po to, aby było w nim życie.

Jak wejść w milczenie wewnętrzne? Co jest jego źródłem? Co robić, aby je rozwijać? W milczeniu wewnętrznym można wzrastać. Natomiast w milczeniu czysto zewnętrznym jest to niemożliwe, bo jest ono tylko powierzchowne.

Milczenie i miłość

Milczenie jest owocem właściwym miłości. W milczenie wewnętrzne naprawdę wchodzimy wówczas, gdy zaczynamy kochać. Widzimy to na poziomie ludzkiego doświadczenia. Matka w ten sposób uświadamia sobie, że jej córka się zakochała. Nagle córka staje się milcząca: – Co się dzieje, powiedz coś? – Nie, nic takiego się nie dzieje, nic takiego. Istnieje takie milczenie, które nie pozostawia wątpliwości co do zaistnienia pewnych faktów. Samo milczenie nie jest miłością, ale jest pewnym znakiem miłości, choć nie każdej.

Jaka miłość pociąga za sobą milczenie? Pamiętajmy, że istnieją różne poziomy miłości. W porządku ludzkiego doświadczenia najpierw jest miłość instynktowna, na poziomie instynktów; następnie miłość zmysłowa, którą nazywamy uczuciem – oznacza ona pewne poznanie przez zmysły; i wreszcie miłość duchowa, czyli miłość płynąca z woli i obejmująca umysł, co wymaga wysiłku intelektualnego. Prawdziwa miłość płynie z woli. Kochacie dlatego, że chcecie kochać.

W naszej współczesnej mentalności miłość i wola często są sobie przeciwstawiane. Miłość zostaje sprowadzona do rzędu uczucia czy namiętności. A uczucie czy namiętność jest tylko pewną formą, pewnym sposobem przejawiania się miłości, ale nie jest najdoskonalszą miłością. Wzięło się to z pewnego dziedzictwa rodem z Francji. Nie jest to chlubne dziedzictwo. Pochodzi od Kartezjusza. Ten wybitny myśliciel jako pierwszy przeciwstawił sobie miłość i wolę oraz ograniczył miłość do uczucia. Tymczasem miłość duchowa w swej istocie jest miłością płynącą z woli.

Wszelka miłość zakłada pewne poznanie. Wiąże się ono z jakimś ruchem. Na poziomie poznania poprzez zmysły i na poziomie doznań ruchem, który odpowiada temu poznaniu, jest wyobraźnia. Milczenie pojawia się wtedy, kiedy wychodzimy poza ruch, a nasza wyobraźnia powoduje niesłychany hałas. Wyobraźnia stanowi wielką przeszkodę na drodze do wewnętrznego milczenia. Kiedy chcecie zacząć się modlić w swoim wnętrzu i kiedy zamkniecie oczy – kończą się doznania. Wyobraźnia jest wolna i przez cały czas adoracji możecie myśleć o tym, co będzie na obiad, co było na śniadanie itd. Nigdy wyobraźnia nas nie ogarnia tak bardzo, jak podczas modlitlę. Wyobraźnia powoduje wiele zamieszania.

Na poziomie poznania umysłowego – ruchem, który odpowiada temu poznaniu, jest rozumowanie. Pozostanie na poziomie rozumowania również „uwalnia” hałas – nie jest trwaniem w milczeniu. Rozumowanie jest czymś bardzo dobrym, ale nie ono jest głębokim życiem umysłu.

Na poziomie poznania duchowego, związanego z wiarą, ruchem, który odpowiada temu poznaniu jest medytacja. Modlitwa nie jest jednak medytacją. Medytacja może prowadzićpebbles-1031167_640 do modlitwy, ale modlitwa ją przewyższa, przerasta. Aby wejść na poziom tego naprawdę głębokiego życia, trzeba wyjść poza wyobraźnię, poza rozumowanie, poza doznanie. W jaki sposób przekroczyć poziom tych wszystkich ruchów, które powodują tak wiele hałasu? Trzeba wyjść poza wymiar miłości zmysłowej. Właśnie ten rodzaj miłości w bardzo szczególny sposób wiąże się z wyobraźnią. Zwłaszcza wtedy, gdy uczucie ma charakter romantyczny. Dramat zawsze jest czymś bardzo namiętnym. Współczesne powieści opowiadają o takich namiętnych uczuciach. Jeśli przyjrzycie się, jak dzisiaj przedstawiana jest miłość, to zauważycie, że zawsze jest ona stawiana na poziomie miłości romantycznej: „Kocham cię… Nie kocham cię… Już cię nie kocham… Jutro nie cię nie będę kochał… Czy jeszcze będziesz mnie kochać…” – dramat! A na poziomie duchowym nie ma dramatu.

Dzisiaj te dwa wymiary są ze sobą mylone. Niektórzy są bardzo mocni w rozbudzaniu dramatu dla tzw. miłości. Wbrew temu, co uważali stoicy, uczucie nie jest czymś złym. Uczucia nie należy zabijać, dławić, ale trzeba wykroczyć poza nie i je przyjąć, podjąć. A to zupełnie co innego niż niszczenie. Człowiek pełen uczuć, namiętności na poziomie zmysłowym, nie jest człowiekiem milczącym. Trzeba więc przejść na wyższy poziom miłości. Milczenie istnieje na poziomie duchowym, a nie na poziomie uczuć czy namiętności. Jest to bardzo ważne, gdyż miłość zawsze możemy oczyścić za pomocą tej wyższej miłości. Nie niszczcie, nie zabijajcie swoich uczuć, ale oczyszczajcie je za pomocą miłości duchowej! Miłość można oczyścić za pomocą innej miłości, a nie bezpośrednio za pomocą ascezy. Gdyby chodziło o ascezę w ścisłym rozumieniu tego słowa, to trzeba by powiedzieć: „muszę przestać kochać”. Asceza nie jest niczym złym, ale musi być elementem współdziałającym, drugoplanowym. Przede wszystkim trzeba umacniać tę miłość, która jest pierwsza – miłość duchową.

Co charakteryzuje miłość duchową? Miłość duchowa sprawia, że żyję kimś innym niż ja, kocham go, żyję osobą, która też mnie kocha. Kim jest ten drugi człowiek? Po pierwsze jest to ktoś, kto istnieje. Tu nie chodzi o moje wyobrażenia o drugim człowieku ani o to, co ja o nim myślę. To, co myślisz o drugim człowieku jest w tobie i to nie stanowi o jego osobie. Ten drugi to ktoś, kto istnieje jakby poza tobą i niezależnie od ciebie. Na tym polega zasadnicza różnica między naszymi pojęciami, naszą wyobraźnią a tym, co istnieje realnie. Twoja wyobraźnia to ty, twoje pojęcia. Dlatego na tym poziomie nie może istnieć głęboka jedność. Głęboka miłość do kogoś wcale nie oznacza, że mam taką samą wyobraźnię jak kochana osoba. Widzicie, na czym polega różnica między osobą, którą kocham, a moim wyobrażeniem o tej osobie i moją miłością do niej. Moja miłość do drugiego człowieka jest we mnie, a ten, kogo kocham, jest poza mną, niezależnie ode mnie. To drobne rozróżnienie jest sprawą zasadniczej wagi, bo jeśli zatrzymamy się na swojej miłości do kogoś, to będziemy kochać samych siebie, swoje własne wyobrażenie. To wyjaśnia wiele trudności, jakich ludzie doświadczają dzisiaj w dziedzinie miłości. Nie kochają oni innego człowieka, ale swoją własną miłość do niego. A ponieważ miłość do innego człowieka nie jest tożsama z tym człowiekiem, to siłą rzeczy ta miłość maleje. Dopiero rozumienie, praca umysłu związana z miłością, pozwoli zobaczyć go w prawdzie. Ten ktoś to nie byle kto – to ten, kto mnie kocha.

Milczenie i więź osobowa

rail-road-191097_640To bardzo ważne, bo zobaczymy, że milczenie jest czymś, co rodzi się między dwiema osobami. Milczenie nie rodzi się w samotności, nie wypływa z jednej osoby. Musi istnieć ktoś, kto mnie kocha, i ja muszę kochać kogoś, kto różni się ode mnie. Ten ktoś na tyle, na ile cię kocha, jest ku tobie zwrócony i poznaje cię w tej miłości. I wtedy odkrywasz, że ten ktoś jest osobą. Prawdziwie osobą jest ktoś, kto kocha, ale kto kocha kogoś innego niż samego siebie. Jeśli nie masz prawdziwej miłości duchowej, to w pełni, prawdziwie nie jesteś osobą. Prawdziwe milczenie wewnętrzne wiąże się z osobą, z którą trwasz w miłości. Gdy żyję kimś innym niż ja sam – a to jest możliwe tylko w miłości – dopiero wtedy rodzi się milczenie. I odwrotnie – ten drugi człowiek musi zacząć trwać z tobą w miłości. Milczenie wiąże się nie tylko z osobą jako z kimś, kto istnieje, ale z osobą jako z kimś, kto żyje inną osobą.

Dlaczego wewnętrzne milczenie wiąże się z osobą, i to z osobą, która kocha? Tutaj kryje się cała różnica między miłością duchową a miłością zmysłową, uczuciową. Kiedy na poziomie zmysłów doznajemy uczucia namiętności wobec kogoś, to uczucie sprawia, że chcemy jak najszybciej dotrzeć do tej osoby. Sprawia, że staramy się o jej względy. W ten sposób uczucie się uzewnętrznia. Miłość uczuciowa sprawia, że wychodzimy jakby na zewnątrz siebie, okazujemy to na zewnątrz. Ta miłość wymaga pewnego zewnętrznego przejawu. Kiedy ogarnia nas uczucie, to natychmiast jest ono widoczne na zewnątrz: albo przez krzyk, albo przez płacz, albo przez gesty.

Dlaczego? Dlatego, że zewnętrzny wymiar osoby wiąże się z ciałem. Osoba obejmuje ten wymiar właśnie z powodu ciała, ale w swej głębi obejmuje również wymiar wewnętrzny, który przewyższa to wszystko, co jest na zewnątrz. Ciało jest częścią mojej osoby. Ciało staje się nawet czymś coraz bardziej osobistym, ale samo w sobie nie jest osobą. Otacza osobę, jest częścią jej uwarunkowania. Osoba w tym, co najpełniej ją stanowi, wykracza poza ciało. Nie należy tutaj rozgraniczać tych dwóch wymiarów. Nie chodzi o to, żeby z tego wyciągnąć wniosek, jakoby trzeba było jakoś oderwać się od ciała po to, aby pełniej stać się osobą. Nie! Była taka pokusa nawet w Kościele. Nie chodzi o to, żeby te dwa wymiary jakoś rozdzielić, ale trzeba zrozumieć, że moja osoba w swoim najgłębszym wymiarze, w tym, co ją najpełniej stanowi, nie sprowadza się do poziomu ciała. Zresztą na całe szczęście. Bo wraz z ciałem przychodzi starość. Umysł się nie starzeje, podobnie jak serce. Natomiast ciało się starzeje. Piękność cielesna wiąże się z czasem. Ciało, które jest w czasie, jest wpisane w jego upływ i gdyby nasza osoba była tylko na poziomie ciała, to niszczałaby się w miarę upływu czasu, w miarę starzenia.

Jeżeli naprawdę prowadzicie życie duchowe, to wasza osoba wzrasta. Ciało jest w czasie, ale osoba przekracza wymiar czasu. Uczucie zawsze wiąże się z ciałem: drugiej osoby i moim własnym. To nie jest złe, gdyż ciało jest częścią osoby. Jednak trzeba iść dalej. Jeśli pozostajemy na poziomie ciała, wciąż jesteśmy na poziomie wymiaru zewnętrznego. Miłość uczuciowa niejako wprowadza człowieka w wymiar zewnętrzny. A istnieje miłość pełniejsza, która prowadzi człowieka głębiej. To jest cechą miłości duchowej, która wiąże się z duszą. O poznaniu duszy mówił już Plotyn. Stawiał on sobie pytanie: dlaczego tak mało znasz swoją duszę, dlaczego stale trwasz w wymiarze zewnętrznym, na poziomie doznań zmysłowych? I to prawda, bo trzeba naprawdę kochać swoją duszę, a dzisiaj ludzie jej nie kochają.

Milczenie i tajemnica

Miłość duchowa wprowadza coraz głębiej w wymiar wewnętrzny. Dlaczego tak jest? Dlatego, że miłość duchowa rodzi sekret, rodzi tajemnicę. Aby wejść w milczenie, trzeba nosić w sobie prawdziwą tajemnicę. Dopóki nie nosisz w sobie tajemnicy, nie trwasz w wewnętrznym milczeniu. Tajemnica niesiona w miłości, przeżywana z miłością, wprowadza w prawdziwe milczenie. Jest sprawą zasadniczej wagi, żebyśmy dostrzegli związek między sekretem a milczeniem. Dzisiejszy świat zupełnie zatracił poczucie sekretu. Ludzie chcą wszystko wiedzieć, wydzierają cudze tajemnice; takimi tropicielami cudzych tajemnic często są dziennikarze. Tymczasem tajemnica, sekret, jest życiem. Ale uwaga: istnieją tajemnice prawdziwe i fałszywe. Fałszywe tajemnice wiążą się ze złem, a prawdziwe – z dobrem. Fałszywe tajemnice nie budują jedności, np. gdy złodzieje knują napad, nikomu o tym nie mówią, łączy ich tajemnica, ale to jest fałszywa tajemnica, która nie rodzi prawdziwego milczenia. Takie przykłady zdarzają się nawet w życiu zakonnym. Jakaś siostra mówi: chciałabym ci się zwierzyć z pewnej tajemnicy, czy mi obiecasz, że nikomu o tym nie powiesz? Zgadzamy się na to, a ona mówi: choruję na taką ciężką chorobę i nikt o tym nie wie, albo: podłożyłam bombę siostrze przełożonej… I co wtedy zrobicie? Jeśli ta bomba wybuchnie, a wy nic nie powiedzieliście, to znaczy, że współdziałaliście z nią, czyli jesteście współodpowiedzialni, a to już ciężka sprawa dla sumienia. Zostaliście poproszeni o dochowanie tajemnicy i wpędzono was w ślepą uliczkę, bo tajemnica wymaga odpowiedzialności. To są fałszywe tajemnice. Natomiast prawdziwa tajemnica wiąże się z miłością i z osobą, którą kocham.

Tajemnica nie polega na tym, że jest coś, o czym nie mówimy. Moją tajemnicą staje się sama osoba, którą kocham, na tyle, na ile jest ona wewnętrznie obecna w moim sercu, i na tyle, na ile od wewnątrz ogarnia całe moje życie. A więc tajemnicą jest obecność drugiej osoby we mnie, kogoś, kogo darzę miłością. I to sprawia, że wchodzicie w milczenie, bo to was ogarnia jakby od wewnątrz. Miłość wewnętrzna sprawia, że żyję drugą osobą od wewnątrz, poprzez tę tajemnicę. Tajemnica jest takim duchowym węzłem, który z jednej strony wprowadza mnie coraz głębiej w wymiar wewnętrzny, a jednocześnie sprawia, że wychodzę poza siebie, aby dotrzeć do tej drugiej osoby od wewnątrz. Stajemy tutaj zupełnie poza aspektem ilościowym, zewnętrznym.

Poprzez tę tajemnicę wychodzę z siebie i wchodzę w drugą osobę. Jestem w tym, kogo kocham, i to jest wzajemne. Prawdziwe milczenie wiąże się z tym kontaktem, z tą bliskością w miłości duchowej, z kontaktem z kimś drugim, różnym ode mnie. To nie jest jakaś fuzja, połączenie się. Miłość uczuciowa dąży do zespolenia się z drugą osobą – a to jest coś fałszywego. Bo w takiej fuzji, w połączeniu się, drugi człowiek przestaje istnieć. Natomiast w wymiarze duchowym, jedność z inną osobą respektuje odrębność – ona wciąż pozostaje odrębną osobą i ja również pozostaję kimś osobnym, odrębnym. Im bardziej kocham miłością duchową, tym bardziej stanowię jedno z kochanym człowiekiem i jednocześnie tym bardziej pozostaję sobą.

Jakie są zatem wielkie tajemnice mojego życia chrześcijańskiego? Jakie są te wielkie miłości, które rodzą tajemnice? Istnieje bowiem kilka rodzajów milczenia wewnętrznego, na różnym poziomie głębi.

Pierwsze milczenie, wewnętrzne, wiąże się z pierwszą tajemnicą. Jaka to tajemnica? Jest to tajemnica mojej duszy, która została stworzona przez Boga. Moja dusza stworzona przez Boga jest otoczona miłością Boga. Zbyt często zapominamy o tej tajemnicy. Moja osoba to przede wszystkim moja dusza. Moja dusza nie pochodzi od moich rodziców, ale bezpośrednio od Boga. Jest darem Boga i ten dar nie jest czymś minionym, czymś, co zaistniało kiedyś w przeszłości, jeden raz. Moja dusza zaczęła istnieć w określonym momencie, nie istnieje od zawsze, ale zawsze jest aktualnym darem Boga. Bóg ciągle stwarza moją duszę, gdyż Bóg nie jest w czasie, a więc Jego akt stwórczy nie jest „w stawaniu się”, nie jest na poziomie jakiegoś rozwoju, nie jest to jakiś fakt przeszły, ale coś aktualnego. Akt stwórczy Boga odnosi się do każdego człowieka, w odróżnieniu od zwierząt. To niezwykłe: miłość Boga do każdego z nas istnieje. Akt stwórczy jest aktem miłości Boga, która otacza, spowija naszą duszę. Nasza dusza zostaje stworzona wewnątrz tej miłości. Odkrywamy, że nasza dusza jest tajemnicą dla Boga Stwórcy. To niezwykłe: to, czym jesteśmy, to, co najbardziej nas stanowi, jest tajemnicą dla Boga. I zawsze tak jest. Aktualnie moja dusza jest niesiona przez tę miłość, która stwarza duszę – i tak będzie przez całą wieczność.

Milczenie i adoracja

Jak więc brzmi nasza odpowiedź? Naszą odpowiedzią na akt stwórczy jest adoracja. Adoracja jest zatem aktem woli. Nie adorujemy w sposób instynktowny. Adorujemy wtedy, kiedy chcemy adorować. Jest to z naszej strony akt miłości. Ten akt stawia mnie w obliczu Boga, Stwórcy mojej duszy. Dlatego jest on zastrzeżony dla Boga, bo nie możemy adorować stworzenia.

Ta radykalna miłość naszego serca, która przejawia się w adoracji, nie jest czymś wyłącznie chrześcijańskim, nie zakłada wiary chrześcijańskiej. Inaczej jest w miłości. Kiedy czynimy akt miłości, to zakładamy, że mamy wiarę, że patrzymy okiem wiary. Natomiast miłość przejawiająca się w adoracji jest miłością naturalną, a nie nadprzyrodzoną. Każdy człowiek powinien adorować, bo każdy ma duszę stworzoną przez Boga, duszę, która jest tajemnicą dla Boga. A właśnie adoracja urzeczywistnia tę podstawową i zasadniczą prawdę: przed Bogiem jesteśmy prawdziwi tylko wtedy, gdy uznajemy, kim jesteśmy. A jesteśmy stworzeniami. Nasza dusza została stworzona przez Boga. Jest niesiona przez Boga. Adorując, żyję Bogiem jako moim Stwórcą i żyję Nim poprzez tajemnicę mojej duszy.

Adoracja jest więc wewnętrznym aktem duszy – osoby w jej duszy – a ciało towarzyszy temu aktowi, ale jest czymś drugorzędnym. Dlatego adorując, padamy na twarz. Postawa ta nie wynika z kultury, nie jest sprawą jakiejś konwencji. To postawa naturalna. Dlatego, że adorując, jestem niczym wobec Boga. Jest to cecha właściwa tej miłości. W postawie padnięcia na twarz przed Bogiem ciało poddaje się temu stwierdzeniu. Oczywiście postawa ciała jest czymś drugorzędnym, względnym. Możemy adorować, kiedy chcemy. Jeśli np. jedziemy autobusem, nie będziemy padać na twarz. Możemy adorować w sposób wewnętrzny, ale w pewnych miejscach taka postawa pomaga w adoracji, bo gest ciała przygotowuje gest duszy i mu towarzyszy. Adorując, mówimy Bogu w akcie miłości, że chcemy się uniżyć przed Nim. Przez adorację zwracam moje serce ku Temu, który jest źródłem mojej duszy i oddaję Mu moją duszę. Przez adorację zwracam Bogu to, co do Niego należy, bo należymy przede wszystkim do Boga. Adoracja kończy się złożeniem naszej duszy w ręce Boga. Kiedy Jezus na krzyżu mówi: „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mego…”, to adoruje: Jezus ma duszę i dlatego adoracja kończy się tym ofiarowaniem. Jestem ofiarowany Temu, od którego pochodzę. Pokazuje to historia Kaina i Abla. Abel adorował, był złożony w ofierze Bogu. Kiedy w ciągu dnia regularnie czynimy akty adoracji, pogłębia ona w nas to naturalne milczenie i pozwala nam żyć tym milczącym aktem Boga. Bóg przemawia do mnie w wierze, w Słowie Bożym, ale akt stworzenia mojej duszy dokonuje się w milczeniu. I to jest coś bardziej radykalnego. Wymiar liturgii w naszym życiu musi być zakorzeniony w adoracji, która jest czymś bardziej podstawowym, bo liturgia zakłada pewne uzewnętrznienie, a zewnętrzne znaki zawsze są czymś drugim. Pierwsze milczenie, pierwsza tajemnica dokonuje się w adoracji. Ten kto adoruje, wchodzi w wewnętrzne milczenie.

Milczenie i Słowo Boże

Istnieje drugi rodzaj milczenia, będący cechą charakterystyczną chrześcijanina, człowieka mającego wiarę – jest to milczenie płynące z życia Słowem Bożym w wierze. Poprzez Słowo Boże żyję Bogiem, który do mnie przemawia. Słowo Boże jest tajemnicą. Wiąże się z osobą. Bóg przemawia do każdego. Jest to słowo Przyjaciela, słowo Oblubieńca, słowo Ojca, które dla każdego z nas ma jedyne i niepowtarzalne znaczenie. Niezwykłe jest odkrycie, że Bóg przemawia do wszystkich, a jednocześnie do każdego z osobna. Jest to częścią niepowtarzalnego realizmu tego słowa. Aby żyć Słowem Bożym jako osobistą tajemnicą, muszę realizować wiarę, nadzieję i miłość. W sposób szczególny w odniesieniu do Jezusa – „Słowa bowiem, które Mi powierzyłeś, im przekazałem” – słowo Ojca jest nam dane przez Jezusa. Przyjmujemy je w naszych sercach jako dzieci Boże. I to słowo jest darem uczynionym każdemu z nas. Darem, którego musimy strzec. W Pierwszym Liście św. Jana występuje rozróżnienie: zachowywać przykazania i zachowywać Słowo. Zachowywanie przykazań to posłuszeństwo, to aspekt praktykowania, zastosowania. Św. Jan mówi, że w tym, kto zachowuje Słowo, wypełnia się miłość. Trzeba zachowywać przykazania, ale jeszcze głębiej trzeba strzec Słowa. Św. Bernard mówił, że zachowywanie Słowa jest jakby przeżuwaniem Słowa – a to coś innego niż medytacja. Medytując, dążymy do zrozumienia Słowa, np. za pomocą porównania. Jest to konieczne i na tym polega teologia, ale istnieje też inny rodzaj realizowania wiary względem Słowa: życie tym Słowem jako źródłem miłości. Żyję tym Słowem, gdy je zachowuję, gdy je wewnętrznie przeżuwam, pragnąc zjednoczenia z Tym, który do mnie przemawia. Poprzez to Słowo, zachowywane jako tajemnica miłości, trwam w kontakcie z Jezusem, który do mnie mówi. W przyjaźni staramy się nie o zrozumienie tego, co mówi przyjaciel, nie dociekamy znaczenia wypowiadanych przez niego słów, ale chcemy żyć osobą tego, który do nas przemawia – tutaj wykraczamy poza samo rozumienie treści (tej, która możliwa jest do zrozumienia). Słowo jest nam dane jako tajemnica, która ma być pokarmem dla serca naszego przyjaciela.

o. Marie-Jacques de Belsunce
Tłumaczyła z języka francuskiego: Agnieszka Kuryś

Jest to tekst jednej z konferencji wygłoszonych podczas „Rekolekcji ze św. Janem, umiłowanym uczniem Jezusa”, w Centrum Formacji Duchowej Salwatorianów w Krakowie

Chrześcijańska księgarnia religijna

Reklamy

Otagowane:, , , ,

%d blogerów lubi to: