Upodobnić się

modlitwa_blogWielu z nas, wyrastając w rodzinie chrześcijańskiej, przyswoiło sobie religijne rytuały, zanim jeszcze zaczęło pytać, co to właściwie znaczy być chrześcijaninem. Niektórzy odkryli chrześcijaństwo dopiero jako dorośli, więc nie są tak mocno przywiązani do sfery religijnego obyczaju. A  przecież im także może się przydarzyć, że życie wiary, choć tak dla nich świeże, skurczy się do rozmiarów jakiejś luksusowej „nadbudówki”, która zajmuje jedynie dokładnie wydzielone miejsce, nie dotykając wielu dziedzin życia praktycznego.

Niektórzy nawet przeżywają swoje chrześcijaństwo trochę tak jak religię pogańską: postrzegają Boga albo jako kogoś dalekiego i niedosiężnego, jakby przebywającego na szczycie wysokiej góry, którą człowiek musi zdobyć o własnych siłach, żeby się do Niego przybliżył, albo jako kogoś skłonnego do gniewu, kogo swym nabożnym życiem należy udobruchać i pozyskać. Więc idą za Nim z poczucia obowiązku, ze strachu, a nie z miłości. I zamiast wsłuchiwać się w Boga, stale coś do Niego mówią, zamiast dawać przestrzeń Jego działaniu w swoim życiu, sami nieustannie starają się coś dla Niego zrobić, mając jednak wciąż nieprzyjemne poczucie, że nic co ludzkie i tak Go nie zadowoli. 

Na szczęście to nie ja przede wszystkim szukam Boga, ale Bóg szuka mnie. On już przed stworzeniem świata ukochał mnie i wybrał (por. Ef 1, 4-5), walczy o mnie, chce mi okazywać swoją miłość i zależy Mu na mojej przyjaźni, ofiaruje się za mnie i czeka, aż wpuszczę Go do swojego życia. Istota życia chrześcijańskiego nie polega więc na tym, że chodzę do kościoła, że coś robię lub czegoś nie robię, że lepiej czy gorzej poznałem prawdy wiary.

krzyż_blogChrześcijaństwo jest relacją – osobistym stosunkiem Boga do człowieka i człowieka do Boga w Jezusie Chrystusie. Innymi słowy, jest to relacja, w którą wprowadza nas Jezus, relacja, która ma moc wpływania na całe nasze życie i kształtowania go. Rdzenia chrześcijaństwa zaczynam dotykać w momencie, kiedy zrozumiem, że Bóg jest kimś, kto mnie ukochał, i kiedy przeżyję to osobiście. Kiedy zrozumiem i odczuję, że Bóg jest kimś, kto mnie szuka, i doświadczę, żeśmy się w końcu spotkali. Kiedy zrozumiem i odczuję, że Bóg do mnie mówi, usłyszę Jego głos w swoim sercu i zacznę Go słuchać. Kiedy to ja sam zaproszę Go do swego życia, do swego serca i pozwolę Mu, żeby był nie tylko moim Zbawicielem, który odkupił mnie swoją krwią, nie tylko nauczycielem, który do mnie mówi, ale także Panem, do którego należy całe moje życie, wszystko, czym jestem i co posiadam.

Gdy Pan wzywa do naśladowania siebie, na pierwszy rzut oka może się wydawać, że chce nam zabrać wszystko inne. Bóg jednak zawsze daje, a jeśli domaga się od człowieka, żeby Mu coś oddał, to tylko po to, by móc mu dać coś lepszego. Wezwanie do naśladowania jest wezwaniem do pełni życia:

„Ja przyszedłem po to, aby [owce] miały życie, i miały je w obfitości” (por. J 10, 10).

Bycie uczniem polega więc na głębokiej przyjaźni z Chrystusem, na relacji od serca do serca. Stanowi odpowiedź na to, za czym człowiek w swoim życiu najbardziej tęskni: żeby zostać przyjętym w miłości,żeby móc się oddać w miłości i przyjąć drugiego. A zatem istotą naśladowania Chrystusa jest miłość, która się daje. Nie zapominajmy jednak, że tym, kto się nam daje najpierw, jest zawsze Bóg.

„W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że On sam nas umiłował i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy” (1 J 4, 10).

To znaczy, że punktem wyjścia i celem powołania jest miłość Boga do człowieka. Powinniśmy stopniowo upodabniać się do Boga, abyśmy także my byli zdolni do miłości względem Boga i względem ludzi i w ten sposób osiągnęli pełnię życia.

ze wstępu do książki „Jak być jego uczniem” VOJTĚCH KODET, wydawnictwo WAM

Reklamy

Otagowane:, ,

%d blogerów lubi to: