Bóg nie dał nam ducha bojaźni

Odważni i bez lęku

 

Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu wiele razy (około trzystu sześćdziesięciu) zachęca nas do tego, byśmy byli odważni i nie lękali się; możemy w nim odnaleźć tyleż samo zachęt do czuwania. Wyrażenia: „Nie lękajcie się” i „Czuwajcie” zawarte w Ewangeliach stanowią swoistą syntezę postaw chrześcijańskich. Warto sobie uświadomić tę prawdę, aby na co dzień umieć sobie radzić z lękiem.

Winniśmy być wdzięczni Panu Jezusowi za to, że obdarzył nas wiarą. On jest naszym pokojem, naszą światłością, naszą drogą – On jest naszym życiem. Łatwiej jest mówić o życiu w odwadze, o pokonywaniu lęków, gdy miłuje się Chrystusa, wierzy w Niego, stale pogłębiając relacje z Jezusem.

Myślę, że naszym rozważaniom powinien patronować Ojciec Święty Jan Paweł II. Wiemy, że jego życie dobiegło końca, dlatego z całą mocą możemy powiedzieć, że on się nie lękał, choć będąc czujnym, uważnym i bystrym obserwatorem, zapewne doświadczał uczucia lęku. Jan Paweł II przez całe życie zachęcał nas do odwagi i zachowania czujności. Mottem jego posługiwania stały się słowa: „Nie lękajcie się!”. My często je powtarzamy, ale wciąż pozostajemy bierni, wycofujemy się; papież Polak poszedł dalej, był wierny głoszonym ideałom i bez ustanku w heroiczny sposób realizował je w życiu. Tak więc nie lękajcie się i otwórzcie drzwi Jezusowi Chrystusowi!

Lęk sam w sobie jest rzeczywistością, która zmniejsza się lub wręcz ustępuje, gdy człowiek zaczyna realizować powierzoną mu misję. Misja i lęk idą niejako w parze; łączymy się duchowo z Janem Pawłem II. Ponieważ wierzymy w obcowanie świętych, zapraszamy go do tej auli i wzywamy Ducha Świętego; prosimy go o wstawiennictwo za nami, abyśmy się nie lękali, a przede wszystkim, abyśmy mieli odwagę otwierać nasze serca na Jezusa Chrystusa i tylko na Niego. To jest nasze podstawowe powołanie i zasadnicza misja.

Wstępem do obecnych rozważań będzie Drugi List świętego Pawła do Tymoteusza (1, 1-18). Nasze rozważanie głównie oprzemy o wersety 6-9. Przytoczmy je:

Z tej właśnie przyczyny przypominam ci, abyś rozpalił na nowo charyzmat Boży, który jest w tobie od nałożenia moich rąk. Albowiem nie dał nam Bóg ducha bojaźni, ale mocy i miłości oraz trzeźwego myślenia. Nie wstydź się zatem świadectwa Pana naszego ani mnie, Jego więźnia, lecz weź udział w trudach i przeciwnościach znoszonych dla Ewangelii mocą Bożą.

Nie wstydź się zatem…

Werset 8 mówi o drugiej zachęcie: Nie wstydź się zatem świadectwa Pana naszego ani mnie, Jego więźnia, lecz weź udział w trudach i przeciwnościach znoszonych dla Ewangelii mocą Bożą. To wyrażenie trzeba dobrze zrozumieć, gdyż jest ono ważne. Pojawia się dwa razy w pierwszym rozdziale: Z tej właśnie przyczyny znoszę i to obecne cierpienie, ale za ujmę sobie tego nie poczytuję, bo wiem, komu zawierzyłem (…) (Tm 1, 12); oraz: Niech Pan użyczy miłosierdzia domowi Onezyfora za to, że często mnie pokrzepiał i łańcucha mego się nie wstydził (Tm 1, 16). Nie wstydzić się oznacza być dumnym z czegoś. Dobrze rozumiana duma jest postawą chrześcijańską, jest wyrazem autentyzmu życia w wierze. Tak często stoimy poza polem gry, stoimy onieśmieleni z powodu naszej wiary, bierni. Takich postaw nie chce Jezus. Skąd one się rodzą?
Paweł ich nie przeżywa. Na początku Listu do Rzymian mówi: Bo ja nie wstydzę się Ewangelii (1, 16). Z takiej postawy rodzi się głębokie przekonanie, że Ewangelia jest bowiem (…) mocą Bożą ku zbawieniu dla każdego wierzącego (…). Jest ona zarówno powodem do dumy, jak i cierpienia oraz znoszenia kajdan. To wyrażenie jest bowiem echem słów Pana Jezusa: Kto się bowiem Mnie i słów moich zawstydzi, tego Syn Człowieczy wstydzić się będzie, gdy przyjdzie w swojej chwale oraz w chwale Ojca i świętych aniołów (Łk 9, 26). Serce Pawłowe zamieszkują więc uczucia zupełnie przeciwne.
Zapytajmy teraz: dlaczego Tymoteusz wstydził się Ewangelii? Paweł pragnie przecież go przestrzec, by nie poddawał się skrępowaniu, by nie wycofywał się z głoszenia mądrości Bożej, która jest zawarta w Ewangelii. Przyczyn do odczuwania wstydu z powodu Ewangelii może być wiele. Dotyczą one także i nas. Po pierwsze, Tymoteusz mógł czuć się opuszczony przez Boga. Cierpienie – jak dobrze wiemy – koncentruje człowieka na sobie. Człowiek często jest wrzucony w wir różnych problemów tak natury zewnętrznej, jak i wewnętrznej. Tymoteusza mogły dosięgnąć różnego typu wątpliwości. Szatan mógł je wykorzystywać, podsuwając mu myśli o tym, że Bóg o nim zapomniał, że oddalił się od niego, że go opuścił. Zły duch jest zawsze autorem zamieszania, budzi podejrzliwości, zniechęca, odbiera nadzieję. Tymoteusz cierpi, czuje się upokorzony – to mogło spowodować, iż jeszcze głębiej przeżywał swoje trudności, niewłaściwie je oceniał. W chwili próby często nie widzimy działania łaski, a cierpienie odbiera nam energię. Częstym osłabieniem naszego charyzmatu jest więc to, że nie czujemy obecności Boga i podświadomie zaczynamy się przekonywać o Jego opuszczeniu.
Mieczysław Kożuch SJ
Zeszyty Formacji Duchowej zima 30/2006
Zdjęcia: pixabay.com

Otagowane:, ,

%d blogerów lubi to: