Modlitwa, przyjaźń i życie

Modlitwa, aby była przyjaźnią, musi objąć całą egzystencję istoty ludzkiej. Nie może ona ograniczać się do pewnych chwil, które nazywamy czasem modlitwy (milczącej lub liturgicznej, osobistej lub wspólnotowej): „Prawdziwie miłujący miłuje w każdym miejscu i zawsze pamięta o miłowanym. Rzeczą nie do zniesienia byłoby, gdyby modlitwę mogło się czerpać jedynie w zaciszu!”

Święta Teresa mówi o byciu ludźmi modlitwy oraz prakty­kowaniu konkretnego „aktu” modlitwy, jedynie po to, aby służyć swo­jemu ukrzyżowanemu Chrystusowi (Twierdza wewnętrzna [T] 2,9).

Akt modlitwy jest jasną świadomością przyjaźni, która łączy Boga z daną osobą. Święta pragnąc określić tych, którzy praktykują modlitwę, mówi, że oni „widzą, że [Bóg] na nich patrzy” (Ż 8,2), „widząc, że na nich spogląda” (Droga doskonałości [D] 41,3).

Święta Teresa mówi o byciu ludźmi modlitwy oraz prakty­kowaniu konkretnego „aktu” modlitwy, jedynie po to, aby służyć swo­jemu ukrzyżowanemu Chrystusowi (Twierdza wewnętrzna [T] 2,9).

W modlitwie-przyjaźni miłość jest istotą tej relacji. Pomiędzy dwojgiem przyjaciół panuje miłość, wzajemne przyjęcie i oddanie się. Dlatego też te osoby spotykają się w mniej lub bardziej ukształtowanym „my”. Mówi o tym wyraźnie Teresa: „istota doskonalej modlitwy” nie tkwi w tym, aby „dużo myśleć, ale aby dużo miłować”.

Modlitwa, aby była przyjaźnią, musi objąć całą egzystencję istoty ludzkiej. Nie może ona ograniczać się do pewnych chwil, które nazywamy czasem modlitwy (milczącej lub litur­gicznej, osobistej lub wspólnotowej): „Prawdziwie miłujący miłuje w każdym miejscu i zawsze pamięta o miłowanym. Rzeczą nie do znie­sienia byłoby, gdyby modlitwę mogło się czerpać jedynie w zaciszu!”

1.

Modlitwa-przyjaźń jest życiem i praktyką bezinteresowności, nie wchodzi w zakres tego, co użyteczne lub potrzebne i rzeczy „nadających się do czegoś”. Sama w sobie stanowi swoje uzasadnienie, swoją war­tość: jest realizacją powołania do bycia w relacji, bycia i życia „z” – w komunii horyzontów i dróg. Święta Teresa mówi o byciu ludźmi modlitwy oraz prakty­kowaniu konkretnego „aktu” modlitwy, jedynie po to, aby służyć swo­jemu ukrzyżowanemu Chrystusowi (Twierdza wewnętrzna [T] 2,9). Zachęca nas do opo­wiedzenia się „wyłącznie za pomaganiem Chrystusowi w dźwiganiu krzyża” (Księga życia [Ż] 15,11); „niech ten, kto rozpoczyna, nie myśli o prezentach, ponieważ jest to bardzo nędzny sposób rozpoczynania tej drogi” (T 2,1,7). Wszystko jest drugorzędne, nieistotne – wszystko, oprócz „przy­lgnięcia do krzyża, który Wasz Oblubieniec dźwigał na sobie” (T 2,1,7; Ż 15,11; Ż 11,14). Jan od Krzyża również nieustannie odwołuje się do bezinteresowności w relacji z Bogiem. W sposób otwarty wspomina o tym, jak o czymś, czym życie już jest, gdy mówi na bardziej zaawansowanym etapie procesu duchowego: „całe jej [duszy] zatroskanie skie­rowane jest na to, jak mogłaby sprawić Bogu jakąś przyjemność (…), choćby miało to ją sporo kosztować” (Noc ciemna [N] 2,19,4). Jan od Krzyża do­strzega wyraźnie, że „wielu szuka w Tobie własnej pociechy i przyje­mności (…), a ci, którzy Tobie starają się sprawić przyjemność i uczynić to swoim kosztem, stawiając na drugim miejscu własną korzyść, są bardzo nieliczni” (Tamże czyli w Nocy ciemnej? To jest cytat z Nocy ciemnej czy z Drogi…? Droga na Górę Karmel [D] 2,7,12). Jednak określona przez niego, jako eksperta w miłości, reguła brzmi następująco: nie zabiegać o „dopasowania do siebie i pociechę czy to w Bogu, czy poza Nim” (List 16).

2.

W modlitwie-przyjaźni miłość jest istotą tej relacji. Pomiędzy dwojgiem przyjaciół panuje miłość, wzajemne przyjęcie i oddanie się. Dlatego też te osoby spotykają się w mniej lub bardziej ukształtowanym „my”. Mówi o tym wyraźnie Teresa: „istota doskonalej modlitwy” nie tkwi w tym, aby „dużo myśleć, ale aby dużo miłować”. Teresa rozumuje następująco: „nie u wszystkich wyobraźnia ma z natury taką umiejętność [do myślenia, rozmyślania], ale wszystkie dusze są zdolne do miłowania” (Księga fundacji [F] 5,2; T 4,1,7). W ten sposób zostaje wyraźnie potwierdzona bardzo ważna prawda: wszystkie osoby są zdolne do modlitwy. Modlitwa jest otwarta dla wszystkich, bez względu na to, jakie są psychika danej osoby i jej wykształcenie, ile ma wolnego czasu oraz jaka jest sytuacja ży­ciowa, w której aktualnie się znajduje. Dzięki naturze i łasce człowiek jest zdolny do osobistej relacji z Bogiem. Modlitwa, aby była przyjaźnią, musi objąć całą egzystencję istoty ludzkiej. Nie może ona ograniczać się do pewnych chwil, które nazywamy czasem modlitwy (milczącej lub litur­gicznej, osobistej lub wspólnotowej): „Prawdziwie miłujący miłuje w każdym miejscu i zawsze pamięta o miłowanym. Rzeczą nie do znie­sienia byłoby, gdyby modlitwę mogło się czerpać jedynie w zaciszu!”. Bóg ze swojej strony – jako „prawdziwie miłujący” – ma otwarte wszystkie drogi i niczym nieskrępowane ręce w przekazywaniu nam z obfitością daru swojej miłości! „Na drodze dojrzewania w miłości Boga śmiechu wartym jest krępowanie Mu rąk mniemaniem, że może On nas wspomagać tylko w jeden sposób!” (F 5,5).

3.

Teresa wskazuje w ten sposób na kolejny element modlitwy-przyjaźni, o nie mniejszej doniosłości: jest ona przede wszystkim pewną formą by­cia. W ten sposób określa życie człowieka o wiele wcześniej niż jakikolwiek konkretny „akt”. Szczególnie oświecający i decydujący w tej kwestii jest początek „małego traktatu o modlitwie”, który Teresa przekazała nam w Księdze życia. Wystarczy skupić się na jej słowach:

Tak więc mówiąc teraz o tych, którzy zaczynają być słu­gami miłości (co zaś nie wydaje mi się niczym innym jak zdeterminowa­niem siebie do pójścia drogą modlitwy za Tym, który tak bardzo nas umiłował (Ż 11,1).

Droga modlitwy jest naśladowaniem Jezusa. Po­nownie odnosząc się do tych, którzy ją rozpoczynają, mówi nieco dalej, że „są zdeterminowani do służenia Bogu tak naprawdę” (Ż, 9). Nie możemy jednak zapominać, że nawet ona, tak uczciwa i szczera w swoich postanowieniach, zaprzestała niegdyś praktyki mo­dlitwy. Stało się to w sytuacji, gdy uchodziło z niej życie i pozostawanie wierną czasowi modlitwy stało się dla niej rzeczą nie do zniesienia (Ż 7,11; Ż 8,3; Ż 19,10). Później bardzo surowo oceni to swoje zachowanie i będzie zachęcała wszystkich do wytrwania w praktyce mo­dlitwy, choćby nawet ich postępowanie nie było zgodne z wymaganiami przyjaźni: „bez względu na złe uczynki, których się dopuszcza” (Ż 8,5; Ż 19,4; Ż 8,4). Uzasadnienie jest bardzo przekonywujące: „Och, jak dobrym przyjacielem jesteś, o Panie mój, jak hojnie obdarowujesz go i znosisz, i czekasz, aż człowiek dopasuje się do Twoich wymagań!” (Ż 8,6).

Maximiliano Herráiz García OCD

Zdjęcia: pixabay.com

Reklamy

Otagowane:, , , ,

%d blogerów lubi to: